8/01/2017

#49 Amie Kaufman, Jay Kristoff "Illuminae"

Autor: Amie Kaufman, Jay Kristoff
Tytuł: Illuminae
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 598
Moja ocena: 8/10

Rok 2575. W kolonii Kerenza siedemnastoletnia Kady Grant burzliwie rozstaje się ze swoim chłopakiem - Ezrą Masonem. Żadne z nich nie spodziewa się jednak, że już kilka godzin później przyjdzie im się zmierzyć ze znacznie większą tragedią. Nadchodzi niespodziewana inwazja, która rozdziela społeczność. Ocalałych ewakuują trzy statki kosmiczne: Alexander, Hypatia i Copernicus. Bliscy zostają rozdzieleni i nie wiedzą, czy jeszcze kiedyś uda im się spotkać. Zagrożenie jednak nie minęło, a kolejne statki stanowią kolejne cele. Jakby tego było mało, system sztucznej inteligencji kierujący Alexandrem zaczyna podejmować własne decyzje. Młodzi bohaterowie stają w centrum wydarzeń i zrobią wszystko, by ocalić ludzi, nawet jeśli kosztem będzie własne życie...

Zobaczyłam ciało dziesięcioletniej dziewczynki z kulą w głowie i zakrwawionym nożem w dłoni. postąpiłam tak jak każdy oficer przy zdrowych zmysłach, bez względu na rozkazy.



Wydajmy książkę - zróbmy to hucznie

Już sam fakt wydania książki przyczynił się do jej niezwykłej popularności. Kilka miesięcy temu Moondrive ogłosiło, że chce wydać "Illuminae" zachowując oryginalność jej formy. Ponieważ jednak nie jest to najtańsza zabawa, zrobią to gdy zbiorą w zamówieniach przedpremierowych 30 000 zł, czyli jak zostanie zamówionych 1000 egzemplarzy w promocyjnej cenie 30 zł, jeszcze przed wydaniem. Czyli kup kota w worku i zaufaj, że nie pożałujesz. 

Ja się na to złapałam. Jeśli chodzi o książki, to gdy coś mnie przyciąga, chętnie wchodzę w takie akcję, w końcu do stracenia jest niewiele. Akcja przerosła oczekiwania nawet samych organizatorów. Ostatecznie udział wzięło 2 780 osób, które wsparły wydanie "Illuminae" na kwotę 96 102 zł. Niezwykłe, prawda? Fakt ten spowodował, że książka cieszyła się niesamowitą popularnością jeszcze przed jej polskim wydaniem a ja bardzo doceniam dobry PR - to był świetny pomysł.



Dzień dobry, Panie Kurierze

Po ponad miesięcznym oczekiwaniu udało mi się już w ogóle zapomnieć, że czekam na swój egzemplarz. Szybko jednak odzyskałam pamięć, gdy niespodziewanie do moich drzwi zapukał kurier. Przyznaję, że byłam trochę podekscytowana, bo nie do końca wiedziałam czego się spodziewać. Komisyjnie, razem z Blair (kontrola jakości) otworzyłyśmy kopertę, której zawartość była naprawdę miłym zaskoczeniem. Oryginalna torba z cytatem, urocza zakładka i kilka mniejszych dodatków, a pośród tego wszystkiego ona - książka, która narobiła tyle zamieszanie. No to zobaczmy, o co tyle krzyku.

Światło jest słabe, ale i tak widać pozbawione głów ciała ułożone w bezgłośne błagalne wezwanie.
"NA POMOC".
Nikt na nie nie odpowiedział.




Sci-fi - dosłownie i w przenośni

Książka porusza temat z gatunku science fiction, czyli to, co chyba czytam najrzadziej. Przyznaję, że wydanie jest piękne i bardzo dopracowane. Począwszy od okładki - biała, zapisana fragmentami książki a na niej półprzezroczysta obwoluta z grafiką przywodzącą na myśl ogniste wybuchy. Nałożone jedna na drugą dają niezwykły efekt. 

Narracja przybiera formę dossier - zbiór dokumentów i akt zebranych w folder Illuminae. Składają się na niego tajne raporty wojskowe, e-maile, plany i schematy, fragmenty kodów komputerowych, przechwycone chaty, osobiste pliki, biuletyny czy opis nagrań z kamer. Pomiędzy nimi zdarzają się luki czasowe, które czytelnik automatycznie uzupełnia sobie sam. Wszystko poszatkowane, a jednocześnie spójne i logiczne. Taka forma sprawia, że odbiorca ma wrażenie, iż jest w centrum wydarzeń, wszystko dzieje się na naszych oczach.



Chapeau bas dla grafików, którzy doprowadzili moje zmysły czytelnicze do obłędu. To najpiękniej i najbardziej oryginalnie wydana książka, jaką do tej pory czytałam. Wspaniałe plany statków, maile wyglądające jak wydruki i akta w formie skserowanej dokumentacji, to tylko niektóre plusy. Graficzne rozłożenie tekstu również nie pozostaje przypadkowe. Czasami na jednej stronie znajdziemy tylko jedno zdanie lub szalone rozrzucenie wyrazów budujące swoim wyglądem jakiś kształt - i zawsze ma to swoje uzasadnienie w treści. Coś niezwykłego, z największą przyjemnością przekręcałam kolejne strony, by rozkoszować się już samym ich wyglądem.

Jestem ślepy, widzę tylko to, co pokazuje mi konsola w plecaku Kady. Jestem tak blisko, że mógłbym dosięgnąć napastnika i go zgnieść, ale nie mam rąk, by go zmiażdżyć, ani pięści, by go uderzyć. Mam tylko oczy, oceany bezużytecznej wiedzy i głos, którym...


To nie była miłość od pierwszego wejrzenia

Mimo zachwytów spowodowanych wyglądem "Illuminae" do treści podchodziłam z dystansem (wspominałam już, że nie jest to mój ulubiony gatunek książek?). Miałam odłożyć ją w czasie, ale uwiodła mnie swoim wyglądem i zaczęłam czytać ją jako następną. Zajęło mi to dwa dni i to chyba tylko dlatego, że w międzyczasie musiała wykonywać podstawowe czynności życiowe a kilka razy nawet wyjść z domu (jednak mam życie pozaksiążkowe! ;) )




No i trzeba przyznać, że moje początki z "Illuminae" nie były najłatwiejsze. Forma mimo całego swojego uroku trochę mnie rozpraszała, do tego dorzućmy trudne słówka z zakresu technologii i mnóstwo nazw własnych i imion / nazwisk / ksywek, które przewijają się na kolejnych stronach. Niezupełnie mogłam się skupić, zastanawiałam się, co jest ważne i warte zapamiętania i kiedy zacznie wyłaniać się z tego jakaś fabuła. Na szczęście już po kilkudziesięciu stronach tak się wciągnęłam, że przestałam w ogóle o tym myśleć, co chyba najlepiej świadczy o treści samo w sobie.


Kady, Ezra i... Aidan

Główni bohaterowie są bardzo młodzi i jak to w tego typu literaturze bywa, bardzo ogarnięci. Tak więc Kady jest geniuszem technologicznym a Ezra odważnym wojskowym. Trochę to naiwne, że nastolatkowie, których dotychczas największym problemem była nieszczęśliwa miłość, nagle okazuję się jedynymi osobami dostrzegającymi, że dzieje się coś poważnego i próbującymi ocalić tysiące ludzi. 

Potrafię się dostać do procesora kwantowego i hasać po nim jak po placu zabaw, ale nie umiem Cię nakłonić, żebyś przeczytał moją wiadomość. Przysięgam, że nie próbuję Ci mydlić oczu - naprawdę bardzo, bardzo chcę Cię znowu zobaczyć, zanim nas pozabijają.



Z drugiej strony nie ma w tym nachalności i udawania, że to czterdziestolatkowie w skórze siedemnastolatków. Z ich codziennych rozmów na czacie i w mailach wyłania się obraz okraszonych naiwnością, czasami wręcz z infantylnymi zachowaniami, co uwiarygodnia bohaterów.

Specyficznym bohaterem, pozbawionym ciała, ale o nadzwyczaj rozwiniętym umyśle, jest również sztuczna inteligencja - Aidan. Sceny z systemem komputerowym stały się jednymi z moich ulubionych, dlatego uważam, że ten "bohater" również zasługuje na wyróżnienie. Jest to jeden z tych przykładów, kiedy ktoś, mimo braku własnego serca, jest w stanie poruszyć moim.

Po co dali mi świadomość? Czemu obdarzyli mnie intelektem,
który pozwala mi odczuć moją niedoskonałość?
Wolałbym być zupełnie bezwładny, niż stać
w świetle słonecznym, które nigdy mnie nie ogrzeje.




Emocjonalnie bogaty świat technologii

Z jednej strony "Illuminae" ukazuje surowy świat techniki, komputerów i kodów cyfrowych. Z drugiej jednak dotyka uczuć, porusza trudne tematy rozstania, tęsknoty, strachu i poświęcenia. Emocje nie są mu obce. Tam, gdzie wydaje się królować bezduszność nagle powstaje refleksja,a przy okazji pojawia się pytanie: gdzie jest granica między techniką a emocjami? I jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić dla tych, których kochamy?

Warlocki otaczają mnie jak rekiny, które wyczuły krew w wodzie. Wszystkie strzały wycelowane są w moje serce. Na drodze stoi im tylko Ona.





"Illuminae"

Dla mnie "Illuminae" nie odpowiada na wszystkie te pytania. Historia jest prosta i ma swoje zakończenie, ale mnie sprowokowała do dalszych pytań. Można na nią spojrzeć w dwojaki sposób - jak na historię sci-fi dedykowaną głównie młodym odbiorcom lub poszukać drugiego dna, (co ja bardzo lubię robić) i zastanowić się, co więcej można z niej wynieść. 

Nie brakuje tu emocji, choć nie zgniata serca. Te emocje są subtelne a ich fundamentem jest napięcie spowodowane pytaniem "jak to się skończy?". Ma też wiele minusów (choćby naiwny portret głównych bohaterów i nieporadność osób dorosłych, specjalistów), ale plusy w moich oczach je przysłaniają. Na pewno nie bez znaczenia jest forma, bo ja takie oryginalności od czasu do czasu naprawdę uwielbiam i mam nadzieję, że na polskim rynku będzie gościło ich coraz więcej. 





35 komentarzy:

  1. Nie wiedziałam o tej książce ani o akcji crowfundingowej, ale z racji, że sama rozważam możliwość pozyskania finansowania na swoją książkę w taki sposób miło słyszeć o wielkim sukcesie tej. Rzeczywiście PR i otoczka marketingowa godna podziwu, co chwali się wydawnictwu Otwarte.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, to była bardzo ciekawa akcja i przyniosła świetne rezultaty :) Życzę powodzenia w wydaniu Twojej własnej książki! :)

      Usuń
  2. Bardzo ciekawie napisana recenzja, lubię filmy fantastyczne, do książek jeszcze nie sięgałam :) Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ja fantastykę odkryłam na nowo po latach w tym roku. Jest wiele świetnych pozycji :)

      Usuń
  3. Słyszałam o tej książce, ale nie miałam okazji bliżej się jej przyjrzeć. Chyba czas nadrobić... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam, mnie urzekła, chociaż nie ukrywam, że forma zrobiła swoje :)

      Usuń
  4. Na pewno polecę mojej Mamie, która uwielbia takiego typu książki, pozdrawiam gorąco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj znać czy się mamie spodobała! :D

      Usuń
  5. Ta książka jest obłędnie wydana i nie mogę się doczekać, aż się za nią zabiorę. Niestety sierpień już mam tak zawalony planami, że chyba jej nie wcisnę, tak że najbliżej dopiero we wrześniu będę miała na nią czas. Ja lubię sci-fi, więc mam nadzieję, że treść mnie w pełni usatysfakcjonuje. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyta się migiem, więc może wciśniesz? ;) Ciekawa jestem Twojej opinii :)

      Usuń
  6. Kurczę, trochę żałuję, że nie kopiłam książki podczas tej akcji! Teraz bardzo mnie zainteresowała, no i dopiero dostrzegłam piękno jej wydania wewnątrz, to okładka mnie nie kupiła.
    Pozdrawiam!
    Zapraszam do mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ja też się zastanawiałam, bo nie czytam sci-fi. Ale warto było zaryzykować. Jak będziesz miała okazję, to polecam :)

      Usuń
  7. Nigdy chyba nie widziałam tak wydanej książki. Mnie sama treść w ogóle jakoś nie zainteresowała, ale Twoja recenzja mnie naprawdę zaciekawiła;)
    P.S. Dobre zdjęcia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Tak, w tym wypadku forma jest największym atutem. Na dłuższą metę może zmęczyć, ale jako pojedyncze egzemplarze co jakiś czas nadaje super odświeżenia :)

      Usuń
  8. Ciekawa jestem jak mnie się spodoba treść, bo wydanie rzeczywiście zachwyca

    Pozdrawiam!
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Treść jest dosyć prosta i aż tak bardzo nie zaskakuje, ale moim zdaniem ma swój urok. W połączeniu z formą - cudo :)

      Usuń
  9. Nie mój gatunek. Ja czytam kryminały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kryminały też czytam, to moje pierwsze sci-fi i było warto się na chwilę oderwać od ulubionych gatunków :) Gdybyś jednak kiedyś się skusiła, to daj znać czy Ci się podobała :)

      Usuń
  10. Nie czytam takiej literatury, ale recenzja ciekawa, a najbardziej kotek mi sie podobał jak "czyta".

    OdpowiedzUsuń
  11. Odkąd przeczytałam Marsjanina polubiłam kosmiczny klimat Si-Fi połączony z humorem, a Illuminae właśnie to mi daje. Ta nieporadność bohaterów, połączona z sarkazmem i gówniarskimi odzywkami jest urocza. Uwielbiam, gdy w książkach pojawia się czat (pozostałości po zaczytywaniu się w fanfictions), więc te elementy tutaj dają mi najwięcej rozrywki. Grafika jest cudowna, a skakanie między jedną formą przekazywania nam informacji a inną wychodzi w sposób naturalny i logiczny.
    Jest niby lekko i przyjemnie, ale z drugiej strony... Mnie osobiście bardzo mocno zastanawia kwestia tych wyborów generałów i innych wojskowych. Ten dylemat: wykonać rozkaz, chociaż zasady moralne nam nie pozwalają, czy narazić się na niewykonanie polecenia z góry, by ratować innych, bo tak właśnie podpowiadają nam rozum i serce. To musi być straszne w rzeczywistości, skoro jest straszne w teorii. W pierwszej chwili, gdy doszło do "akcji" z Gadułą, nie wiedziałam, o co chodzi, ale nazwiska na czarnej, kolejnej stronie sprawiły, że miałam łzy w oczach, chociaż Gaduła był bohaterem zaledwie kilku stron.
    Wciąż jeszcze czytam, bo za wiele rzeczy mnie rozprasza, ale już się nie mogę doczekać, aż sama będę mogła o Illuminae napisać. :D
    Wyszły Ci genialne zdjęcia ♥ Kilka kojarzę z IG, ale razem w jednym poście komponują się nieziemsko. :D Gratulacje za stworzenie logicznego postu o tym, bo ja coś czuję, że sama nie podołam i znów wyjdzie chaos, jak zawsze, gdy piszę o czymś, co mnie zachwyciło. :P
    Pozdrawiam, Recenzje Koneko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że dylematy moralne w książce są zwinnie i płynnie wplecione. Myślę, że wiele osób może się na nich nawet nie zatrzymać, a warto jest wyłapać. Ja w tej książce w ogóle widzę kilka tematów do głębszej refleksji i za to ją cenię - nowoczesna, niby lekka forma, a tematyka już nie do końca.

      Bardzo dziękuję Ci za ciepłe słowa i z niecierpliwością czekam na Twoją opinię :)

      Usuń
  12. Zupełnie nie moje klimaty, ale podrzucę mojemu mężowi!

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie czytam recenzji, bo zabieram się do czytania książki właśnie, ale z przyjemnością po lekturze porównam nasze opinie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziel się koniecznie swoją opinią, tez jestem ciekawa :)

      Usuń
  14. Ooo narzeczona również dostała z tej akcji książkę:) Dziękuję za recenzje i muszę się wziąć za nią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa Waszych opinii, więc dawajcie koniecznie znać :)

      Usuń
  15. Cieszę się, że nie zdecydowałam się na "Illuminae". Przez chwilę nawet rozważałam zakup, ale naprawdę nie żałuję. Dla mnie książka do przerost formy nad treścią. Nie lubię takich udziwnień, przynajmniej w literaturze. Dla mnie magia historii ma powstawać za pomocą słów, a ewentualne zdjęcia czy grafiki powinny być jedynie uzupełnieniem. Mimo to uważam, że fajnie, że "Illuminae" pojawiło się na polskim rynku. To fajna ciekawostka w ojczystym języku, ale nie jest ona dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie każdemu się spodoba, dlatego dobrze, że można poprzez dostępne opinie i recenzje zajrzeć choć trochę do środka :)

      Usuń
  16. Jej, kot jest bezkonkurencyjny! To Russian Blue?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <3 Nie, to (nie)zwykły dachowiec - kicia urodzona na wsi w psiej budzie na sianie, której groziło uśpienie :)

      Usuń
  17. Książek z gatunku science-fiction raczej nie czytuję, choć nie umiem powiedzieć, czemu. Tutaj interesująca i przyciągająca uwagę jest sama forma, dodajmy do tego ciekawą grafikę i mamy dzieło, które na pewno sprawi przyjemność niejednemu miłośnikowi gatunku. Ja mam mieszane uczucia ze względu na nietypową formę właśnie, do której nie jestem przekonana. Lubię fajne, wciągające historie, ale dla mnie duże znaczenie ma treść. Nie wiem czy taki zbiór akt i maili czytałoby mi się dobrze.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Blair Czyta , Blogger