6/05/2017

#45 Maggie Stiefvater "Złodzieje snów"

Autor: Maggie Stiefvater
Tytuł: Złodzieje snów
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 479
Moja ocena: 4/10

"Złodzieje snów" to druga część kruczego cyklu o chłopcach z elitarnej szkoły, którzy za wszelką cenę pragną odnaleźć legendarnego Króla Kruków - Glendowera. Ronan Lynch przypadkiem odkrywa u siebie magiczną umiejętność -potrafi ukraść przedmioty ze swoich snów. Chłopak coraz częściej korzysta z tej umiejętności, przez co granica pomiędzy snem a jawą coraz bardziej się zaciera.


W międzyczasie w mieście pojawia się tajemnicza postać. Szary Mężczyzna poluje na Ronana wierząc, że ten jest w posiadaniu artefaktu, który pozwala mu kraść przedmioty ze snu. W Cabeswater i okolicach dochodzi do coraz większej ilości zaskakujących zdarzeń, którym młodzi bohaterowie muszą stawić czoła. Tylko czy ich przyjaźń to przetrwa?

Jakiś czas temu pisałam o "Królu Kruków" (recenzję znajdziecie tutaj). Niestety pierwsza część mnie nie powaliła i nie zachwyciła. Było to tym bardziej rozczarowujące, że czytałam wcześniej niemalże same pozytywne recenzje. Ale dobrze, stwierdziłam, że dam jeszcze szansę tej serii i być może drugi tom będzie lepszy. Bardzo się jednak pomyliłam.



Fabuła

Fabuła w moim poczuciu była bardzo chaotyczna. W tej części pierwsze skrzypce gra postać Ronana. Oczywiście pozostali bohaterowie są równie ważni, ale całość kręci się przede wszystkim wokół chłopaka, który odkrywa umiejętność ingerencji w swoje sny. Panuje tutaj duży chaos, który powodował, że gubiłam główny sens (o ile taki jest) tej powieści. Czułam się tak, jakbym cały czas próbowała dogonić autorkę i jej pomysły z nadzieją, że za chwilę nastąpi długo przeze mnie oczekiwany rozwój wydarzeń. Niestety, albo jestem za słaba w bieganiu, albo tego rozwoju po prostu tu nie ma.


To była kula ognia. Wybuch w locie. Smok, pożoga, inferno i zęby. Zniszczenie mitsubishi przeobrażone w żywą istotę.

Bohaterowie

Nadal nie złapałam chemii z żadnym z bohaterów. Zazwyczaj jednak w jakimś chociaż stopniu wczuwam się w którąś z postaci, staram się spojrzeć na świat jej oczami, poczuć jej emocje lub też po prostu wciąga mnie jej wątek. Tutaj zupełnie nie odczuwam nic. Potwornie się zmęczyłam czytając tę pozycję i zajęło mi to dobre 2-3 miesiące. Nadal podtrzymuję, że postaci mają w sobie coś intrygującego, ale mam wrażenie, że ich potencjał nie został wykorzystany. Miotają się okrutnie i są niewiarygodne. Z jednej strony niby najlepsi przyjaciele, a za chwilę ich zachowanie zupełnie temu przeczy. Są chwile, że stają się wręcz irytujący. 


Gansey nachalnie usiłuje wszystkim pomóc, niezależnie od tego, czy jego bliscy takiej pomocy w ogóle chcą. Ronan niemalże cały czas jest wściekły liczy się wyłącznie ze sobą, a Adam z pięknego i spokojnego chłopca przechodzi metamorfozę tak, że już właściwie nie wiem, czy czuję do niego sympatię czy wręcz przeciwnie, co sprowadza się ostatecznie do tego, że jest mi po prostu obojętny. No i jest jeszcze Blue, która robi na mnie wrażenie głupiutkiej i niezdecydowanej dziewczynki.

Gdy wróciła, oparła się o stół obok Adama, który dotknął jej nadgarstka. Nie wiedziała, co zrobić w odpowiedzi. Również dotknąć? Chwila przeminęła. Nie lubiła swego ciała za to, że nie podsunęło jej prawidłowej odpowiedzi.

Styl

Chaos, chaos i... chaos. Zupełnie się gubiłam, zdania często traciły sens, bywało, że w ich konstrukcji i znaczeniu zupełnie nie mogłam się połapać. To samo odczuwałam czytając pierwszą część, ale miałam wówczas nadzieję, że być może to mój słabszy okres w czytaniu i dlatego tak jest. Niestety, przy drugiej części wrażenia te się jeszcze spotęgowały. Zdania mają dziwną konstrukcję i czasami trudno mi znaleźć połączenie między nimi, sens, który mają za sobą nieść. Czasami przypominają luźny strumień świadomości, który w tym wypadku nie ma żadnego uzasadnienia.


Ganseyowi wytrącono nóż. Widząc, co zamierza Ronan, wyciągnął ręce do wciąż trzymającego go dzioba. Teraz stwór ściskał Ganseya, a Gansey ściskał stwora. I nagle Ronan ciął przez gardło. Nie był to cios ani szybki, ani bezkrwawy. Był za to nierówny i powolny, jak przy cięciu wilgotnej tektury.

I teraz naprawdę nie wiem, czy jest to kwestia stylu autorki, czy kwestia polskiego tłumaczenia. I raczej się o tym nie przekonam, bo po oryginał na pewno nie sięgnę.

Król Kruków

Zatraciłam gdzieś zupełnie wątek poszukiwań Glandowera - mitycznego Króla Kruków. Przestałam rozumieć, jaki jest cel jego znalezienia, mam wrażenie, że ten wątek jest jakoś bardziej przy okazji, a przecież wszystko zapowiadało, że to właśnie wokół niego zbudowana będzie cała przygoda bohaterów. Czytając drugą część zupełnie traciłam go z oczu. Czułam się trochę tak, jakbym stała w przedsionku magicznego miejsca, do którego bardzo chcę wejść, a ktoś uparcie nie chce mnie tam wpuścić. 

Nie była pewna, czy potrafiłaby wybaczyć Kavinsky'emu, że zawsze czuła się przy nim całkowicie pozbawiona znaczenia, ani sobie, że wiedziała, co się święci, a nie zdołała się przed tym obronić.


Refleksje

Czytając "Złodziei snów" często czułam się zirytowana, wręcz oszukana. Kolejne strony przynosiły za sobą zupełnie nowe wątki i postaci, które jednak pojawiały się w sposób pozbawiony kontroli i niosły za sobą rozczarowanie. Nie mogłam przez to wkręcić się w absolutnie żaden wątek. Dla mnie również dużym minusem jest brak emocji. W tej książce nie ma punktu kulminacyjnego, narastającego napięcia czy wzruszeń. Wszystko jest zwyczajnie płaskie i chwilami wieje nudą.


Są jednak również pozytywy - bohaterowie mają potencjał i cały czas żyję nadzieją, że w kolejnych tomach autorka go z nich wydobędzie. Sama fabuła kruczej serii również jest oryginalna i nie powiela schematów, co jest bardzo na plus. Jest też tutaj dużo magii, a świat Henrietty jest naprawdę magiczny. Z całą pewnością przeczytam serię do końca, bo jestem ciekawa, co dalej będzie działo się z bohaterami i czy kolejne tomy okażą się lepsze. Muszę jednak zrobić sobie od tej serii dłuższą przerwę, żeby naładować akumulatory i pozwolić sobie na świeże spojrzenie podczas czytania trzeciej części.







16 komentarzy:

  1. Muszę przyznać, ze do tej pory o "Królu kruków" słyszałam same pozytywy. Nie sięgnęłam jednak po tę książkę i z pewnością już tego nie zrobię. A na pierwszym zdjęciu widać, że kotkowi też nie przypadł tytuł do gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się rozczarowałam, ale może Tobie by się spodobało :) Kota zawsze ma własne zdanie, stąd ta mina :D

      Usuń
  2. Przede wszystkim - pierwsze zdjęcie to po prostu coś niesamowitego, haha :D Co do książki natomiast to właśnie ją czytam, więc nie za bardzo mogę odnieść się do Twojej recenzji, ale mam nadzieję, że będę miała bardziej pozytywne odczucia po lekturze. Obecnie jestem na stronie 154, jeszcze kawał przede mną, ale póki co jestem bardzo usatysfakcjonowana tą historią (swoją drogą: pierwsza część mnie zachwyciła) i mam nadzieję, że tak będzie do samego końca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki, żebyś miała lepsze wrażenia niż ja! :) Kota pozdrawia :D

      Usuń
  3. Zupełnie nie wiem, co przeczytałam. Kocilla jest tak fascynująca, że kompletnie nie mogę się skupić na treści.

    Ok, już dałam radę, chociaż zachwyt pozostał. Oj chyba zostanę małym stalkerem twojego bloga.
    Mi akurat cała seria Króla Króków skradła serce, ale zgadzam się z wieloma twoimi argumentami - przede wszystkim druga część moim zdaniem jest najsłabsza, choć największa objęciościowo. To prawda, że sposób pisania jest nieco chaotyczny i sama również czasem się gubiłam, ale to charakterystyczne "miotanie się" między wrażeniami też miało dla mnie swój urok, w jakiś sposób pasuje do klimatu tego cyklu. Niestety zostawianie pewnych spraw nierozwiązanych (zapominanie o zakończeniu niektórych wątków?) jest chyba cechą tej autorki, bo nawet po skończeniu ostatniego tomu pewne zagadnienia i sytuacje nadal mnie ciekawiły, a nie zostały doprowadzone do końca po prostu urywając sie w połowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 Dziękuję i oczywiście takich "stalkerów" tutaj lubimy ;) Cieszę się, że Tobie się ta seria podoba, uwielbiam to w ludziach, że są tak różnorodni :) Ja na pewno serię za jakiś czas doczytam, więc sama jestem ciekawa, jak będzie w dalszych częściach :)

      Usuń
  4. Spotkałam wiele pochlebnych opinii o tej książce, kupiłam kiedyś jeden z tomów (okazało się, że drugi...) i nadal nie dokupiłam pierwszego więc czekam na lepszy czas by móc samej się przekonać czy ten cały szał jest, że się tak wyrażę, "zasłużony" :P Po Twojej recenzji widzę, że to jednak może nie być książka dla mnie. Trochę mnie to zaniepokoiło, ale tym bardziej muszę się teraz przekonać :)

    P.S. Koteł niesamowicie fotogeniczny! Pierwsze zdjęcie jest ge-nial-ne! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Podziwiam. Jeśli książka nie wciąga mnie od samego początku, to zazwyczaj rzucam ją w kąt, a nie bawię się w kolejne tomy ;)
    Uwielbiam literaturę młodzieżową i polecam wszelkie pozycje Kevina Brooksa ("Lucas" i "Candy" to dwie moje ulubione książki). Uwielbiam też "Erebos" Ursuli Poznanski.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy raz słyszę o tej serii i po Twojej recenzji pewnie już po nią nie sięgnę. Ale zdjęcia kota są mega :D.

    OdpowiedzUsuń
  7. Najgorsze jest właśnie chwila, w której zdajemy sobie sprawę, że to, co wszyscy chwalą, w naszym odczuciu jest po prostu kiepskie.
    Nie lubię tego rozczarowania.

    Masz cudownego kota!!!
    Prawdziwy z niego koci model :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Widać, że i kota nie zainteresowała powieść, piękny taki obiekt do fotografowania. Musze też wykorzystać do zdjęć swoje.

    OdpowiedzUsuń
  9. chyba z ciekawości sięgnę... Tylko po to by się przekonać, czy będę miała taką samą opinię :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam dwa albo trzy tomy tej serii i przestałam. Miałam za długie przerwy między tomami, a poza tym seria stawała się coraz gorsza. Autorka ma na koncie zdecydowanie lepsze powieści.

    OdpowiedzUsuń
  11. super zdjęcia, pierwsze mówi wszystko o książce. widziałam ją wiele razy na zdjęciach, weszłam tu żeby się przekonać, o co tyle hałasu, a tu taka ocena :D wstrzymam się. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Po lekturze "Króla kruków" mam nadzieję, że ta część również przypadnie mi do gustu:)
    Zostaję u Ciebie na dłużej:) świetna recenzja

    Pozdrawiam,
    www.ksiazkowapasja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Szkoda tych nut rozczarowania, ale brak emocji chyba bym nie wybaczyła, bo właśnie po sięgamy po książkę. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Blair Czyta , Blogger