11/20/2016

#35 Jane Shemilt "Zanim zniknęła"

Autor: Jane Shemilt
Tytuł: Zanim zniknęła
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 352
Moja ocena: 6/10

Jenny Malcolm wiedzie szczęśliwe życie u boku męża Teda. Obydwoje są lekarzami, jednak każde z nich zajmuje się inną specjalizacją. Mają też trójkę dzieci - nastoletnie bliźniaki Eda i Theo oraz piętnastoletnią córkę Naomi. Szczęśliwy rodzinny obrazek dopełnia ukochany pies rodziny - Berti. Jednak pewnego dnia ich spokojny, ułożony świat wali się w gruzach. Naomi nie wraca ze szkolnego przedstawienia. Nie ma po niej żadnego śladu i nikt nie wie, co się z nią stało. Życie rodziny zamienia się w koszmar, a każdy z członków rodziny próbuje sobie poradzić z nim na własny sposób...

Minęło dwadzieścia dni, odkąd Naomi wyszła z kuchni. Każdego dnia, w każdej chwili każdego dnia odpycham obrazy Naomi w bólu, związanej, rozszarpanej, zakrwawionej, jej martwego ciała w plastikowej torbie przy drodze, albo gdzieś w płytkim grobie.
"Zanim zniknęła" to thriller psychologiczny, który nie każdemu przypadnie do gustu. Autorka w znacznym stopniu skupiła się na przedstawieniu emocji oraz codziennych zmagań matki, która nagle traci ukochane dziecko. Zdeterminowana kobieta robi wszystko, by dowiedzieć się, gdzie jest jej córka. Długie opisy stanów emocjonalnych bohaterki powodują, że tę pozycję czyta się dosyć ciężko. To nie jest jedna z tych książek, które czyta się jednym tchem. Jest bardziej wymagająca, wręcz wymusza na czytelniku chwile zatrzymania. Dla części odbiorców jest zwyczajnie nudna, dla mnie ten jej aspekt był jednym z najciekawszych. 


Ponieważ tematem zaginięć zajmuję się codziennie, byłam bardzo ciekawa, jak autorka przedstawi perspektywę drugiej strony. Chwilami brakowało mi emocji u bohaterów. Z drugiej strony w sytuacji kryzysu każdy reaguje inaczej - być może ta rodzina reagowała właśnie w taki sposób. Niestety opis tych przeżyć nie do końca przekonał mnie do tego, że tak jest. Nadal nie wiem, czy taki dokładnie był zamysł autorki, czy jest to efekt niedoskonałego warsztatu Shemilt.
Bardzo ciekawym zabiegiem, z którym w literaturze kryminalnej coraz częściej się spotykam, jest przeplatanie teraźniejszości z perspektywą retrospektywną. Rodzinę Malcolmów poznajemy rok po zaginięciu Naomi, jednak w trakcie historii cofamy się do wydarzeń, które wszystko zapoczątkowały oraz do pierwszych dni po zaginięciu. Dzięki temu, im bliżej jesteśmy końca książki, tym bardziej dopełnia się obraz całości, a pojedyncze, pozornie nieważne wątki, nabierają sensu.

Chciałam umrzeć, ale wiedziałam wtedy, tak jak i teraz wiem, że pewnego dnia może podniosę wzrok, a ona będzie stała w drzwiach. I oczywiście, nigdy nie porzucę chłopców. Poza tym, jej pies śpi w mojej kuchni.

W czytaniu przeszkadza również język. Mam wrażenie, że jest to kwestia słabego tłumaczenia, ale żeby stwierdzić to jednoznacznie, musiałabym zajrzeć do oryginału. Niektóre zdania pozbawione są sensu, trzeba się w nie wczytywać kilka razy. Zdarzają się również zaskakujące sformułowania, jak np. "ptasio cienki mężczyzna".

Książka porusza niezwykle ważny i trudny temat zaginięcia człowieka. Zdawałoby się, ze współcześnie, zwłaszcza w wielkich miastach jest to niemalże niemożliwe - wszędzie są ludzie i monitoringi. A jednocześnie okazuje się, że każdego dnia zdarzają się na świecie takie sytuacje. Większość z nich udaje się wyjaśnić, jednak kilka spraw do dziś pozostaje tajemnicą. Czasami ta sytuacja dla drugiej osoby może być trudniejsza niż jej śmierć. Tu nie ma możliwości pożegnania, odbycia żałoby. Za to umysł podpowiada wiele różnych scenariuszy, które utrudniają codzienne funkcjonowanie tym, którzy pozostali.
Trudno dokładnie wymierzyć, kiedy zaczęło się to zmieniać. Wracam bezustannie do rozmaitych punktów w czasie, żeby sprawdzić, czy mogłam zmienić los. Mogłam wybrać prawie każdą chwilę w życiu i dowolnie ją przekształcić. Gdybym nie postanowiła, ze zostanę lekarzem, gdyby Ted przed laty nie wyjął mi z rąk książek w bibliotece, gdybym tamtego dnia rano nie spieszyła się do swojego gabinetu, gdybym miała więcej czasu. Czas uciekał, ale wtedy tego nie wiedziałam.

W tej książce przez większość stron nie znajdziecie szybkiej akcji. Dopiero w drugiej połowie, a nawet bardziej pod koniec, wydarzenia nabierają tempa. Znajdziecie za to psychologiczny portret pozornie idealnej rodziny, której życie z dnia na dzień rozpada się, a skrzętnie ukrywane tajemnice wychodzą na światło dzienne.

Dni szybko mijały. Zwyczajne dni. 
Naprawdę zwyczajne? Wtedy tak się wydawało. W mojej pamięci pozostały właśnie takie: szaroniebieskie dni rutyny i małych dramatów. Zwyczajne, chociaż były to ostatnie dni rodzinnego życia; zwyczajne, chociaż okazało się, że prawie wszyscy kłamali.

6 komentarzy:

  1. Brzmi ciekawie. Nigdy nie słyszałam o tej książce. Opisy stanów emocjonalnych matki chyba nie są w stanie mnie odstraszyć, dopisuję do listy. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja przyjaciółka czytała tę książkę i, podobnie jak Ty, podała wiele takich elementów, które w tej książce nie współgrają, nie zachwycają i zaskakują (nie zawsze pozytywnie). Przyznaję, że jeszcze jej nie czytałam i na razie parcia nie mam. Nie twierdzę, że nie przeczytam, bo najlepiej ocenić samemu, a temat jest poruszający. Zobaczymy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznaję, że nigdy nie słyszałam ani o autorce, ani o książce. Zapiszę sobie tytuł i jeśli nadarzy się okazja być może przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Trudno się czyta te powieści, które są tak naszpikowane emocjami. Dzięki za recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Strasznie u Ciebie klimatycznie :) Pozdrowienia dla kotka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy raz spotykam się z recenzją tej książki i zarazem także z twórczością Jane Shemilt. Opis brzmi zachęcająco; mi długie opisy stanów emocjonalnych bohaterów wcale nie przeszkadzają, więc może się skuszę, jak zmniejszy mi się pula książek do przeczytania ;)

    czytelnicze-recenzje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Blair Czyta , Blogger