7/06/2016

#27 Jojo Moyes "Kiedy odszedłeś"

Autor: Jojo Moyes
Tytuł: Kiedy odszedłeś
Wydawnictwo: Między Słowami
Liczba stron: 496
Moja ocena: 7/10

Po prostu żyj dobrze. Po prostu żyj.

Te słowa prześladują Lou od czasu pożegnania z Willem. Dziewczyna próbuje zrealizować wszystko, o co poprosił ją mężczyzna, którego kocha. Paradoksalnie tego jednego nie jest jednak w stanie zrobić. Jej myśli i wszystko, co robi, obraca się wokół Willa i rozpaczy po jego stracie.

Lou próbuje sobie radzić. Kupiła małe mieszkanie w Londynie i zaczęła pracować w barze na lotnisku. Niby zrobiła krok do przodu, a tak naprawdę nadal nie czuje się u siebie. Jej dotychczasowe życie zmieniło po prostu swoje miejsce, ale nie wypełniło pustki i wyrwy, która została w jej sercu. Lou ma wrażenie, że już nigdy nie odnajdzie utraconego szczęścia i nie poczuje tego, co czuła przy Willu.

To jednak była praca. Swego rodzaju postęp. Nie powiedziałam jej o dniach, kiedy przebywanie w miejscu, w którym byłam zmuszona oglądać każdy samolot na pasie - najpierw zbierający energię niczym ogromny ptak, a potem wzbijający się w niebo - było jak wyrafinowana forma tortur. Nie powiedziałam jej, że ubierając się każdego ranka w zielone polo, czułam się, jakbym coś straciła.
Pewnego dnia, poprzez splot nietypowych i zaskakujących wydarzeń, życie młodej bohaterki zostaje przewrócone do góry nogami. Czy jedna nastolatka, jeden niebezpieczny wypadek, jeden przystojny sanitariusz i grupa dziwnych ludzi zmagających się z żałobą, są w stanie odwrócić losy kobiety?

Zawsze sięgając po jakiekolwiek kontynuacje, targa mną mnóstwo wątpliwości. Oczywiście nie powodują one, że rezygnuję z czytania kolejnych części, jednak mam poważne obawy, czy nie zepsują one mojego dotychczasowego wrażenia. Nie inaczej było i w tym wypadku. Oczywiście nie oczekiwałam, by "Kiedy odszedłeś" dorównało "Zanim się pojawiłeś". Wydaje mi się to praktycznie niemożliwe. Pierwsza część zmotywowała mnie do mnóstwa przemyśleń. O eutanazji, o miłości, o poświęceniu i o nadziei. Przeczuwałam, że ta część będzie pewną drogą przez etapy żałoby, aż do akceptacji i pokrzepienia. Wiedziałam, że jej celem będzie przyniesienie ukojenia. I szczerze mówiąc nie mam żalu, mimo że mam poczucie lekkiego przesłodzenia.
Nie wiem właściwie, czego bym chciała. Żadna z decyzji nie wydaje mi się satysfakcjonująca. Część osób uważa, że kontynuacja w ogóle jest niepotrzebna. Wtedy myślę sobie, że to nie do końca prawda, bo przecież życie po śmierci bliskiej osoby toczy się dalej. Więc dlaczego życie Lou miałoby się nie toczyć? Książki najczęściej kończą się albo w chwili odnalezienia drogi do szczęścia, albo po utracie. Rzadko kiedy mamy szansę dowiedzieć się, jak dalej potoczył się los bohaterów, co się z nimi działo. W tym wypadku my, czytelnicy, dostaliśmy taką właśnie szansę. 

 - Co więcej, choć początkowo może się to wydawać niemożliwe, wszyscy dotrzemy kiedyś do momentu, w którym będziemy potrafili czerpać radość z faktu, że każda osoba, o której mówiliśmy, za którą tęskniliśmy i którą opłakiwaliśmy, żyła na tym świecie i przebywała wśród nas, i że niezależnie od tego, czy została nam odebrana po sześciu miesiącach czy sześćdziesięciu latach, mieliśmy szczęście, że ją spotkaliśmy.
Gdyby ta kontynuacja znowu zakończyła się dramatycznie, to wiele osób krzyczałoby, że to niesprawiedliwe, że jak tak można, że Lou już swoje wycierpiała, a poza tym są małe szanse, by rzeczywiście spotkał ją taki dramat dwa razy w życiu. Myślę, że większość z nas gdzieś głęboko tak naprawdę potrzebowała ukojenia po zderzeniu się z losami tej dwójki. I to właśnie niesie za sobą "Kiedy odszedłeś". Autorka przeprowadza nas przez żałobę Lou i jej własną walkę o siebie. Jesteśmy świadkami tego, jak dziewczyna uczy się żyć na nowo i próbuje odnaleźć się w zupełnie nowej dla siebie rzeczywistości. 

Rozejrzałam się dookoła, jak gdyby ktoś właśnie podał mi czyste okulary, i dotarło do mnie, że miłość - utracona, odebrana albo po prostu zamknięta w grobie - praktycznie na każdym odcisnęła swoje brutalne piętno.
Z jednej strony wydarzenia, o których czytamy wydają się mało prawdopodobne. Z drugiej jednak niemalże codziennie słysząc rzeczywiste historie ludzi, myślę, że są one niezwykłe. A zatem także to, co spotyka Louisę, nie musi być aż tak niemożliwe. Jasne, że w pewnym sensie kontynuacja Jojo Moyes jest przesłodzona, ale czy nie tego właśnie często oczekujemy? Ja bardzo chcę wierzyć (nawet jeśli nie jest to możliwe), że na człowieka mierzącego się z tragedią, czeka jeszcze w życiu również szczęście. I chyba dokładnie takiego ukojenia i nadziei potrzebowałam, nawet jeśli w danym momencie wydaje się ona miałka. I mimo że nie jest to już książka zmuszająca do głębszych przemyśleń, to jest lekturą lekką, łatwo i przyjemną. I taką też moim poczuciu właśnie miała być.

9 komentarzy:

  1. Jak widzę Jojo Moyes to mi się ulewa, ale kotek wspaniały ! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, ostatnio istnieje obawa, że nawet z lodówki może wyskoczyć ;) Ale przeczytałam pierwszą część, która mimo popularności uważam, że porusza niezwykle ważny temat, to i musiałam przeczytać drugą :) Dziękuję za odwiedziny. Blair rośnie od tych komplementów :D

      Usuń
    2. Nominowałam Cię do LBA! :D
      http://kasi-recenzje-ksiazek.blogspot.com/2016/07/dzis-po-raz-pierwszy-na-moim-blogu.html

      Usuń
  2. Nie znam jeszcze nic tej autorki i jakoś nie mogę się przełamać żeby zacząć. Pewnie nie zrobię tego w najbliższym czasie :)

    Zapraszam do siebie :) W lipcu blog obchodzi urodziny i z tej okazji będzie sporo konkursów. Pierwszy z nich już na blogu.
    http://www.recenzjezpazurem.pl
    Diane Rose

    OdpowiedzUsuń
  3. Super recenzja! Zapraszam do siebie :D
    marywkrainieksiazek.bloog.pl :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej. Nominowałam Cię do Liebster Blog Award. Zapraszam na mojego bloga po więcej szczegółów. Mam nadzieję, że znajdziesz czas, aby wziąć udział w zabawie :) Pozdrawiam!
    http://books-by-dzoana.blogspot.com/2016/07/liebster-blog-award-2.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Coraz częściej zaczepiam wzrok na tek książce przechadzając się między półkami w księgarniach. PS Co za kocur !

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak na razie widziałam tylko film, ale zachowanie Willa zniechęca mnie do sięgnięcia po książki.
    Pozdrawiam
    http://castleona-cloud.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Blair Czyta , Blogger