3/11/2016

#15 Katarzyna Bonda "Sprawa Niny Frank"

Autor: Katarzyna Bonda
Tytuł: Sprawa Niny Frank
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron:  416
Moja ocena: 8/10

W ostatnim czasie coraz częściej sięgam po polskich autorów. Po przeczytaniu kilku powieści Remigiusza Mroza, teraz przyszedł czas na Katarzynę Bondę. W końcu wypadałoby poznać polską królową kryminałów, tym bardziej po niewątpliwym sukcesie „Okularnika”, który zdobył został okrzyknięty bestsellerem Empiku 2015.

Sięgnęłam zatem po „Sprawę Niny Frank”. Patrząc po opiniach mam wrażenie, że tę książkę albo się kocha, albo krytykuje – ale na pewno nie pozostaje się wobec niej obojętnym. Ale że lubię wyrabiać sobie własne zdanie, to skrajne opinie tym bardziej zachęciły mnie do jej przeczytania.

Początki były dosyć trudne. Ciężko powiedzieć, dlaczego. Okładka szczególnie nie zwracała mojej uwagi, druk i papier też nie należą do moich ulubionych. I chociaż to drobiazgi, to czasem wpływają na odbiór całości – przynajmniej w moim wypadku.

Jeśli czegoś bardzo pragniesz, wcześniej czy później osiągniesz cel. Uważaj na swoje marzenia - mogą stać się przekleństwem, a za wszystko trzeba będzie zapłacić.

Jednak wraz z kolejnymi stronami szybko zapominałam o niedogodnościach. Historia Niny Frank pochłonęła mnie bez reszty.
Nina jest aktorką, która zasłynęła przede wszystkim z roli siostry zakonnej. W oczach fanów stałą się symbolem niewinności i dobra, dlatego jej brutalne zabójstwo wywołuje szok i niedowierzanie. Kto w okrutny sposób skrzywdził piękną aktorkę? A przede wszystkim dlaczego? Sprawę stara się rozwiązać profiler Hubert Mayer, dla którego miała być to tylko szybka i nieangażująca sprawa.

I jeśli założyć, że życie to rozsypana układanka, to każdy sam tworzy z puzzli swój obrazek. Wybiera je i dokłada kawałek po kawałku we własnym tempie. Są jednak elementy pewne, które tworzą kręgosłup naszego życia. Upiorna nieuchronność niektórych zdarzeń wskaże tylko jedno: nigdy nie jesteśmy gotowi, by zapłacić cenę.

Autorka przyjęła popularną w ostatnim czasie konwencję przedstawiającą przebieg wydarzeń w sposób przeplatany. Akcja rozgrywa się równolegle na dwóch płaszczyznach. Pierwsza dzieje się w Mielniku na Bugiem, w którym Nina ma letnią posiadłość. Właśnie w tym miejscu jej życie zostaje brutalnie przerwane. Druga część wydarzeń ma miejsce w Warszawie, w której kobieta na co dzień obraca się w gronie osób związanych ze światem medialnym. Samą Ninę poznajemy jednak przede wszystkim dzięki stronie internetowej, na której aktorka dzieli się swoimi przeżyciami i uczuciami.

Ninę Frank poznajemy w chwili, gdy naga budzi się w swojej posiadłości, podczas gdy nieznani mężczyźni  zabawiają się jej ciałem. Wraz ze stopniowym poznawaniem bohaterki odkrywamy jej liczne romanse, nałogi oraz skandale, w których uczestniczy. Z perspektywy prowadzonego przez nią pamiętnika poznajemy historię jej dzieciństwa oraz wpływ relacji z matką na jej dalsze życie. Z tym wizerunkiem kontrastuje wykreowana przez media postać granej przez Ninę zakonnicy Joanny – dobrej i szczęśliwej kobiety, która pomaga innym. Jak się okazuje, żaden z tych obrazów nie odzwierciedla w rzeczywistości kobiety. Kim jest zatem prawdziwa Nina Frank?

Może dowiem się jak zgubiłam się w meandrach moich marzeń i stałam kimś tak bardzo mi obcym. Jak obudziłam potwora śpiącego pod skórą, którego przez lata karmiłam własną krwią i który teraz żąda kolejnej ofiary - z mego życia.

Na to pytanie próbuje odpowiedź najsłynniejszy polski profiler – Hubert Meyer. Policjant podczas tworzenia profilu mordercy próbuje odtworzyć życie aktorki oraz poznać jej sekrety. Ta sprawa okaże się jednak przełomowa nie tylko dla jego kariery, ale również wpłynie na jego życie osobiste. Meyer mierząc się z poszukiwaniem mordercy, będzie musiał jednocześnie stoczyć najważniejszą walkę – walkę o odnalezienie samego siebie.

Nie znosił, gdy płakała. Nie chciał słuchać o jej cierpieniu. Co gorsza, przez te awantury nie mógł z nią sypiać

Muszę przyznać, że bardzo mnie wciągnęły zawiłe losy bohaterów. Opisy niektórych zdarzeń wzbudzały moje przerażenie, inne potęgowały ciekawość. Znalazło się również miejsce na wątek magiczny, który w innej sytuacji zapewne by mnie irytował, jednak w tej historii potęgował mój niepokój i intrygował.

Przeplatanie rozdziałów opowiadających bieżące wydarzenia z historią przedstawianą przez samą ofiarę jest jednym z moich ulubionych zabiegów. Jest to nieodłączny element sagi Lackberg oraz częsty zabieg stosowany przez Remigiusza Mroza. Również u Bondy technika ta sprawdziła się doskonale.

W tym wypadku nie mogę nie wspomnieć o zakończeniu. Nie będę Wam zdradzać, ale mam wrażenie, że to jest największa kwestia sporna, która pojawia się w opiniach książki. Wielu czytelników uważa, ze dwa ostatnie rozdziały były zupełnie niepotrzebne i naciągane. Ja jednak jestem nimi zachwycona! Nie będę Wam psuć niespodzianki i nie zdradzę, co się w nich dzieje, ale na pewno wprowadzają niezłe zamieszanie. Ja jednak lubię czasem tego typu zabiegi, które zamiast dać jasne odpowiedzi, komplikują sprawę jeszcze bardziej. W tym wypadku moja wyobraźnia naprawdę miała niezłe wyzwanie, a wiele pytań pozostało bez odpowiedzi i po jest to jeden z tych nielicznych przypadków, kiedy mi się to naprawdę podoba.

4 komentarze:

  1. Czekając na "Lampiony", chyba sięgnę po tę serię :') Dobry tekst! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! :) Ja z kolei mam jeszcze "Lampiony" przed sobą" ;)

      Usuń
  2. Chociaż nie jestem wielką fanką polskich autorów, to twoja recenzja bardzo mnie zaciekawiła i chyba skuszę się na tę książkę! A tak poza tym masz przepiękną zakładkę!
    Pozdrawiam cieplutko!
    http://lovelybookprincess.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Daj znać czy Ci się książka podobała :)

      Usuń

Copyright © 2016 Blair Czyta , Blogger