1/07/2016

#5 Stephanie Perkins "Podaruj mi miłość"


Autor: Stephanie Perkins i inni
Tytuł: Podaruj mi miłość. 12 świątecznych opowiadań
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 432
Moja ocena: 6/10


Tej zimy jakoś wyjątkowo wszystko było nie takie, jak powinno. No właśnie należałoby w ogóle zacząć od zimy. Której zresztą też nie było. No bo co to za zima, skoro nie ma śniegu. Co to za święta w plusowej temperaturze i w ciepłych promieniach słonecznych. A ja w dodatku należę do tego typu ludzi, którzy bez przerwy potrafią zachwycać się wszystkim, co świąteczne – światełkami, dekoracjami, wystrojem, kocem w renifery, skarpetkami w śnieżynki… I niby wszystko inne było, ale jak nigdy zszarzałe resztki zieleni za oknem jakoś mnie irytowały.


Postanowiłam sobie zatem zrekompensować kiepski nastrój i poszukać go w książce, z nadzieją, że następnie uda mi się go przenieść do rzeczywistości. Tak właśnie trafiłam na „Podaruj mi miłość”. Dwanaście różnych opowiadań. Dwanaście różnych historii. I dwanaście różnych przeżyć. Wszystkie łączą w sobie świąteczny nastrój i najpiękniejsze uczucie – miłość.

Boję się być zakochany, bo to rodzi wielkie oczekiwania. Boję się, że moje życie nigdy nie będzie pasowało do jego życia. Że nigdy go nie poznam. Że on nigdy nie pozna mnie. Że wysłuchamy różnych historii, ale właściwie nigdy nie usłyszymy prawdy.

Przyznam szczerze, że po pierwszych dwóch opowiadaniach pomyślałam, że to był chyba jednak błąd.
Coś mi w nich nie grało. Wydały mi się jakieś takie na siłę, bez polotu i jakby nagle urwane. Miałam poczucie, że tym razem chyba przesadziłam. W wielu miejscach czytałam opinie, że to książka skierowana głównie do nastolatek, a nie oszukujmy się – niestety ten okres mam już dawno za sobą. Jednak nie znoszę szufladkowania (ani ludzi, ani literatury), więc czytam wszelkie gatunki. Dlatego też tej pozycji również dałam szansę i całe szczęście, bo dalej było już tylko lepiej.


Chyba najbardziej zapadła mi w pamięć opowieść Jenny Han „Gwiazda polarna wskaże ci drogę”, której akcja toczy się w krainie Świętego Mikołaja i jego elfów, a główna bohaterka, Natty, jest jedyną ludzką kobietą. Marzy ona o miłości. Staje jednak przed dylematem – czy pozostać w krainie elfów, w miejscu, w którym spędziła swoje dziecięce lata, w którym ma przyjaciół i przeżywa swoje pierwsze zauroczenie czy szukać swojej pierwszej miłości w świecie ludzi, tak obcym a jednocześnie tak bardzo pociągającym… W tym opowiadaniu jest jakaś niewypowiedziana tęsknota. Tęsknota za innym światem, tęsknota za uczuciem, ale i tęsknota za tym, by pasować tu, gdzie się jest, by pasować do Niego. Ale może to tylko moje wyobrażenie pomieszane z pragnieniami.

Napotkałam spojrzenie Flynna w chwili, kiedy Elinor okręcała się w tańcu. Ładnie wygląda w jego ramionach. Wygląda, jak należy. Gdybym to ja z nim tańczyła, sięgałabym mu najwyżej do piersi. Trudno byłoby nam się przytulać.


Swoją prostotą uwiodła mnie również „Gwiazda Betlejemska” Ally Carter. Nastoletnia Liddy tuż przed podróżą lotniczą wymienia się swoim biletem ze zdesperowaną Huldą, zupełnie obcą sobie nastolatką. Hulda miała lecieć do Ethana - chłopaka, którego poznała podczas wymiany. Jednak zamiast niej w Oklahomie ląduje Liddy udając dziewczynę, o której nic nie wie. Jedynie Ethan zna prawdę i wie, że nastolatka podaje się za kogoś innego niż jest w rzeczywistości. Co czeka Liddy w zupełnie obcym miejscu i wśród obcych ludzi? I przede wszystkim – jaką tajemnicę skrywa nastolatka i czego się obawia? 

To opowiadanie zauroczyło mnie również z powodu opisów. Mam wrażenie, że dzięki niemu przeniosłam się gdzieś bardzo daleko, z dala od miasta, w poszukiwaniu piękna w najprostszych rzeczach. Aż żałuję, że nie mogę Wam pokazać obrazu przedstawiającego miejsce zamieszkania Ethana, który pojawił się w mojej wyobraźni. Skupisko ogromnych, zaśnieżonych świerków tworzących gigantyczny las, cisza, spokój a po środku dolina i mały dom należący do ciotki chłopaka. Czasami mam ochotę przenieść się choć na chwilę właśnie do takiego miejsca. A Ally Carter mi to umożliwiła.

Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak blisko siebie stoimy, ani z ciepła jego dłoni na moich ramionach. Nie zauważyłam, że nasze oddechy mieszają się w zimnym powietrzu. Nie zdawałam sobie sprawy, że spadam. A potem było już za późno.


Zaintrygowało mnie bardzo ostatnie opowiadanie Laini Taylor „Dziewczyna, która obudziła Śniącego”. Rozwiewa ono wokół siebie tajemniczą aurę, przez co czuję się, jakbym czytała starodawną legendę. Poznajemy w niej Neve, zamieszkującą dziwną, odpychającą i ponurą krainę, w której człowiekiem rządzi nie miłość, a poszukiwanie bezpieczeństwa i chęć zapewnienia sobie lepszego bytu. Zdaje się, że jedynie główna bohaterka marzy o prawdziwym uczuciu, niezależnie od ceny, jaką musiałaby za nie zapłacić.

Zrozumiała, że wszystko to było snem, w którym oglądała własne naiwne nadzieje wywabione z ukrycia i podstępem nakłonione do tańca. Samotnego tańca.

Właściwie mogłabym pisać bez końca, bo niemalże w każdym z opowiadań znalazłam coś, co mnie zauroczyło i pozwoliło zapomnieć o przedświątecznej gorączce. Myślę, że to też dobry czas, by przypomnieć sobie, co jest najważniejsze nie tylko w tym okresie, ale w codziennym życiu. Ogólnie natrafiłam dokładnie na to, czego szukałam. Mimo braku śniegu odnalazłam magię świąt i przeżyłam dwanaście cudownych przygód.

Przecież wszyscy pragniemy tego samego: 

by ktoś podarował nam miłość.





  

6 komentarzy:

  1. Przyznam szczerze, że omijałam recenzje tej książki szerokim łukiem, bo wydawała mi się właśnie taką młodzieżówką, których nie znoszę. I dzięki Ci za to, że trafiłam na Twoją recenzję! (Mój portfel dziękuje Ci mniej). Kiedyś na pewno się na nią skuszę. Najbardziej spodobał mi się i jednocześnie zachęcił cytat "Napotkałam spojrzenie Flynna w chwili, kiedy Elinor okręcała się w tańcu. Ładnie wygląda w jego ramionach. Wygląda, jak należy. Gdybym to ja z nim tańczyła, sięgałabym mu najwyżej do piersi. Trudno byłoby nam się przytulać". Aż się mimowolnie uśmiechnęłam, bo ze swoją drugą połówką wyglądam tak samo, jak wyobraża sobie narratorka. :) Jak w tańcu – jeszcze nie wiem, ale w sobotę przekonam się na studniówce. Trochę wyższe buty, to może będę trochę wyżej sięgała, ale przy 30 cm różnicy 8-centymetrowe buty niewiele zdziałają. :D Wracając do książki – no teraz to MUSZĘ ją przeczytać. :D
    PS Tak jak zwykle za kotami nie przepadam, tego Twojego uwielbiam. Cóż za model. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dziękuję za tak ciepłe słowa! :)

    Powiem szczerze, że jeśli nie lubisz młodzieżówek, to może Ci się średnio podobać. Mi niektóre młodzieżówki się podobają, choć bliżej mi do trzydziestki niż do nastolatki ;) Czuć, że ta książka jest młodzieżowa, ale dla mnie po prostu ma jednocześnie wiele pięknych elementów, które wychwytuję i zapadają mi w pamięć. Ale ocena mimo wszystko 6/10 - sama miałam trochę mętlik, jak ocenić.

    Też idę w tym roku na studniówkę, tylko tym razem od tej drugiej strony ;) To piękne chwile i zobaczysz, te 30 cm nie będzie miało znaczenia, prawdopodobnie nawet nie zwrócisz na nie uwagi, bo to ważny dzień i najważniejsze, że z Nim ;)

    Co do kici - to ona! Modelka ;) Przekazałam Jej wyrazy uwielbienia. Kazała przekazać mruczanki :)

    Widzę, że też masz bloga - chętnie zajrzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Młodzieżówki mnie odrzucają, bo zazwyczaj są bardzo oklepane, ale ta tutaj nie wydaje się taka być. :D

      Te 30 cm w ogóle nie mają znaczenia, czasem jest śmiesznie i sobie z tego żartujemy. :D

      Ojej, przepraszam za zmianę płci. xD Dziękuję za mruczanki, mrr mrr. >*_*<

      W takim razie zapraszam w me skromne progi. :)

      Usuń
  3. Bardzo podoba mi się jak książka jest wydana :) Poza tym ta lektura jeszcze przede mną muszę ją jak najszybciej nadrobić! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydanie rzeczywiście ładne i bardzo przyjemne :) Warto ją nadrobić w jakimś zimowym klimacie :)

      Usuń
  4. Od dawna marzę o tej książce...

    Pozdrawiam,
    z-ksiazka-w-reku.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Blair Czyta , Blogger