1/01/2018

Żegnaj 2017. Dzień dobry 2018.

Żegnaj 2017. Dzień dobry 2018.
Podsumowania roku zalewają w ostatnich dniach blogosferę. Sama dotychczas takich nie pisałam, ale w tym roku postanowiłam to zmienić. Czuję lekką tremę, bo chyba po raz pierwszy aż tak się przed Wami otwieram, ale jednocześnie cieszę się, że mogę się z Wami podzielić swoimi przemyśleniami. Zatem jeśli tylko macie ochotę, to siądźcie wygodnie, włączcie poniższą piosenkę i zostańcie chociaż chwilę ze mną.



Tyle rozczarowań...

Książkowo był to mój słaby rok. Przeczytałam tylko 31 książek (dla porównania zeszły rok zakończyłam z wynikiem 58). No cóż, czasem tak bywa. Bardziej jednak martwi mnie to, że żadna z tych książek nie zapadła mi tak naprawdę głęboko w pamięć, nie pozostawiła żywych do dnia dzisiejszego emocji, nie przyspieszyła długotrwale bicia serca i nie zaparła tchu. Żadna nie była też chyba wybitnie zła, ale nie o to mi chodzi w literaturze. Chyba zaczynam więcej wymagać, chociaż jednocześnie nie chcę rezygnować z tego, co dotychczas dawało mi przyjemność z czytania. 

Dlatego w przyszłym rogu mam zamiar sięgać po książki, które teoretycznie nie są w zakresie mojego gustu. Poszerzać granice, testować i szukać, nie rezygnując jednocześnie z dotychczasowych przyjemności. Chcę odkrywać nowe ścieżki, także te literackie.


Kolejnym rozczarowaniem jest blog. Pamiętam te wszystkie założenia z poprzedniego roku, plany i obietnice regularności. Wyszło dramatycznie, wpisów coraz mniej, coraz trudniej się zmotywować, a jeszcze ciężej znaleźć czas. Jednak nie rezygnuję. Wierzę, że w nowym roku uda mi się wprowadzić kilka pomysłów, odświeżyć stronę i poprowadzić ją w lepszą stronę. Zakładając bloga myślałam o tym, że nie chcę we wpisach wychodzić poza recenzje książek. Teraz wiem, że chcę zmian, że recenzje, to dla mnie za mało. Niestety jedną z moich wad jest trudność w zmianach, dlatego zazwyczaj długo myślę, zanim jakiekolwiek wprowadzę, a czas ucieka.

Dlatego w 2018 roku mam zamiar pozwolić sobie na wyjście poza schematy własnego myślenia, otwierać kolejne drzwi, próbować nowych ścieżek i przełamywać własne bariery.


Podsumowanie roku to nie tylko blog i książki. To także wiele innych stref mojego życia, a jedną z nich jest praca. Po studiach obiecywałam sobie, że już nie przegnę, że znajdę czas dla siebie, że o niego zadbam i nie będę już żyła tylko pracą. No i cóż, udało mi się to tylko w połowie. Znowu miałam dni, w których pracowałam 13 godzin dziennie. I wiem, że to był mój wybór. Czasem tak jest, gdy po pierwsze tak bardzo lubi się swoją pracę, że ciężko jest z niej zrezygnować, po drugie mimo zmęczenia ma się poczucie ogromnego rozwoju a do tego spotyka się z ludźmi, z którymi człowiek dobrze się czuje. I to właśnie te trzy kwestie zdecydowały o tym, że ten cały czas nie potrafiłam zdecydować się na zmianę. Dlatego nie mogę powiedzieć, że to rozczarowanie, bo dużo w tym jest pozytywnych aspektów, ale mimo wszystko nie spełniłam jakiegoś własnego postanowienia i w tej kategorii odczuwam to jako porażkę.

W nowym roku nadal jednak zamierzam szukać złotego środka i pamiętać w tym wszystkim o sobie.


Wśród rozczarowań nie może zabraknąć ludzi. I mimo ogromu doświadczenia człowiek każde takie rozczarowanie przeżywa na nowo. Jakby nie miało prawa się zdarzyć.  Czasem tak łatwo pogubić się w tym, kto jest kim, zanurzyć w noszonych maskach i nie dostrzec prawdziwych twarzy, przez co później wszystko boli jeszcze bardziej. Takie sytuacje w tym roku również miały miejsce. Po raz pierwszy jednak nie pozwoliłam, by nade mną wygrały a złość wyparła całe zaufanie. Po raz pierwszy sama sobie wytłumaczyłam, że ludzie są tylko ludźmi  i czasem zawodzą. I po raz pierwszy im na to pozwoliłam - by po prostu byli ludźmi. To było naprawdę zaskakujące, bo niby nic odkrywczego, ale poczułam się po prostu spokojna. Nie płakałam, nie rwałam włosów z głowy i nie zarzekałam się, że już nigdy nie zaufam. Zamiast tego tak po prostu poszłam dalej i poszukałam też winy po swojej stronie. A potem wyciągnęłam wnioski i krok po kroku zaczęłam odbudowywać to, co uznałam za warte starań. 

Kontynuując ten rok, chciałabym pozwolić innym i sobie na błędy. Wyciągać wnioski, wstawać po potknięciach i iść dalej.


Było tego oczywiście więcej. Ten rok był obfity w trudne wydarzenia, a jednym z najtrudniejszych było dla mnie chyba złamanie nogi tuż przed 30-tymi urodzinami. Zamiast urodzin świętowanych z Mężem i przyjaciółmi na węgierskiej plaży, miałam kameralną imprezę rodzinną - uziemiona z gipsem na nodze w środku lata. Całe wakacje upłynęły mi pod znakiem lekarzy, kul, rehabilitacji i zastrzyków, za którymi kryły się złość, smutek i żal. Lato zupełnie mnie ominęło, a gdy na nowo zaczęłam powoli stawiać pierwsze kroki, z drzew spadały już powolnie liście. Z perspektywy czasu myślę jednak, że to było po coś. Przez pięć sekund nieuwagi musiałam przewartościować nagle wiele rzeczy, zrezygnować z planów i uzbroić się w cierpliwość (która nie jest mocną stroną). Przede wszystkim musiałam zwolnić, co w tamtym momencie było mi naprawdę potrzebne. I co najważniejsze okazało się, że przez ten cały czas nie byłam sama. Tak wiele osób było wokół, gotowych pomóc, być blisko. I to był moment, w którym te złe emocje odpuściły, a w ich miejsce powoli pojawiały się pozytywne.


...i tyle pozytywnych zaskoczeń

Ale 2017 rok to nie tylko rozczarowania i trudne emocje. Gdy już się z tymi rozprawiłam, czas powiedzieć o tym, co jest ważniejsze, czyli o pozytywach. Trochę brakuje mi ich na tle książkowo-blogowym, ale jednocześnie na wyróżnienie tutaj zasługuje blogowy instagram, na którym jest Was już ponad 3000! Zakładając bloga i Ig myślałam, że może 100-200 osób będzie się nim interesowało. To niesamowite, że jest Was już kilka tysięcy i wciąż przybywacie. To daje naprawdę porządnego kopniaka do dalszej pracy, szukania pomysłów, pisania, a przede wszystkim do poznawania kolejnych osób w realu. 


2017 rok to też dla mnie piękny czas pod względem muzycznym. Odkryłam wielu muzyków i artystów, którzy mnie zachwycili. I przy tym pomyślałam, że w nowym roku na pewno włączę jakoś elementy muzyczne tutaj na blogu (nie, nie będą to recenzje płyt ;) ). Chciałabym dzielić się z Wami dźwiękami i emocjami z nadzieją, że zadziała to również w drugą stronę i Wy także pokażecie mi muzykę, która Was porusza.


Jednym z największych spełnień tego roku jest rozwój fotograficzny. Przyznaję - przepadłam. A to wszystko dzięki mojemu Mężowi, który wyłapał w odpowiednim momencie tę pasję i pchnął mnie w jej kierunku, kupując w prezencie na rocznicę Podstawowy Kurs Fotografii w Akademii Fotografii. Od tamtej pory wszystko się zmieniło. Skończyłam już łącznie trzy kursy, a w styczniu zaczynam czwarty. Zdjęcia robię praktycznie codziennie i cały czas się rozwijam. Kupiliśmy aparat, kolejny obiektyw i akcesoria fotograficzne. Od kilku dni jestem też szczęśliwą posiadaczką softboxa, a moja pasja stale we mnie rośnie. Nie pamiętam, by kiedykolwiek coś dawało mi takie szczęście. I wiem, że dużo pracy przede mną, ale to właśnie ten fakt napawa mnie największą radością. Czuję jak się rozwijam i jak bardzo dodaje mi to skrzydeł. Uwielbiam spacery i wyjazdy, nawet te samotne, podczas których słucham mojej ulubionej muzyki szukając piękna tkwiącego w otoczeniu i zatrzymując chwile.


Mimo rozczarowań związanych z relacjami, na szczęście i tutaj więcej było pozytywnych zaskoczeń. Po pierwsze od kilku lat mam grupę ludzi, z którymi połączyła mnie prawdziwa przyjaźń, której chyba nic nie jest w stanie zachwiać - ani odległość, ani brak czasu ani niedomówienia. Wiem, że mogę na nich liczyć, a oni na mnie. To te relacje, w których już nie ma małostkowych fochów, niedomówień czy chwiejności emocjonalnych. Czuję się w nich stabilnie i bezpiecznie, i jestem za to ogromnie wdzięczna. To te znajomości, które nauczyłam się pielęgnować i zamierzam dbać o nie nadal.


Ale obok nich jest też kilka zupełnie nowych lub staronowych, których się nie spodziewałam. One cały czas się rozwijają, niektóre zaczęłam z czystą kartą i bardzo się cieszę, że tak się stało. Niektóre przerwy niosą za sobą pozytywne zmiany, a spontaniczne spotkania zamieniają się w długotrwałe relacje. Nie wiem, co będzie dalej, ale wiem, że chcę próbować. Choćby naiwnie, choćby bez końca, ale nawet, jeśli z wielu osób zostanie blisko choć jedna, to wiem, że warto.


2017 rok nauczył mnie czegoś niezwykle ważnego - mówić "nie". Nie spodziewałam się, że to będzie tak trudne. Ale po raz pierwszy zaczęłam mówić naprawdę zgodnie ze sobą i mimo że czasami płaciłam za to jakąś cenę, to jednak wpływa to na mnie pozytywnie. Przede wszystkim zyskałam wewnętrzny spokój i nawet jeśli czasem jest to okupione czyimś rozczarowaniem, to w końcu mam poczucie, że naprawdę zaczynam żyć w zgodzie ze sobą.


Każdego dnia uczę się wyzbywać złości i zazdrości. Coraz częściej patrzę na siebie i swoje otoczenie, zamiast na innych. Coraz rzadziej się porównuję i czuję żal o to, że czegoś nie mam, a ktoś inny to ma. Nie jest idealnie, ale teraz skupiam się na tym, by każdego dnia było coraz lepiej. I choć nie zawsze mi się to udaje, to jednak czuję, że jestem na dobrej drodze. Przez to też czuję się coraz silniejsza, nawet jeśli czasem upadam.

Jest jeszcze pewnie wiele rzeczy, o których mogłabym pisać, ale chyba i tak już za bardzo się wynurzyłam. Zatem 2017 rok żegnam z pewną nostalgią i wdzięcznością, ale jednocześnie cieszę się, że to już koniec. Nie wiem, co mnie czeka w 2018 roku, bo może się wydarzyć wszystko. Wiem za to na pewno, że będzie to rok bardzo bogaty w zmiany i kolejne przewartościowania. Z powodu pewnych wydarzeń w życiu osobistym wchodzę w nowy rok z lękiem i mnóstwem obaw. Jednocześnie jednak mam nadzieję, że będzie on dla mnie dobry, a w trudnych chwilach da mi siłę na ich przetrwanie.


W nadchodzącym roku życzę Wam, byście byli dla siebie dobrzy. Rozwijajcie się, nie stójcie w miejscu, wstawajcie mimo upadków, nie bójcie się mówić "nie", jeśli tak czujecie, budujcie wartościowe relacje, nie stawiajcie sobie zbyt wysoko poprzeczki. Mam nadzieję, że odnajdziecie chociaż w części to, czego szukacie, poczujecie, że się spełniacie i staniecie naprzeciw temu, co jest dla Was niszczące. Trzymam kciuki za Was i za siebie. Niech 2018 rok będzie dla nas lepszy niż 2017.




12/27/2017

Rude Bardziej Lubi Parapet z Blair - odsłona świąteczna

Rude Bardziej Lubi Parapet z Blair - odsłona świąteczna

Dziś, po tej długiej przerwie, chciałabym Was zaprosić na wpis inny niż dotychczasowe. Z prywatnych rozmów narodził się pomysł, by trochę odsłonić Wam nasz świat i tak powstał nowy cykl Rude Bardziej Lubi Parapet z Blair, na który serdecznie Was zapraszam.

Na pierwszy ogień idą oczywiście Święta. Chcemy się z Wami podzielić tym, jak je spędzamy, jakie mamy o nich wyobrażenie, czy szukamy pod choinką książek i co czytamy w tym wyjątkowym czasie. Dziewczyny na pewno już znacie, a jeśli nie, to szybciutko nadrabiajcie, bo zdecydowanie warto ;) Zatem zapraszamy - Paula z Rude Recenzuje, Diana z Bardziej Lubię Książki Niż Ludzi, Ola z Parapetu Literackiego i ja, Ewelina ;)



Nasza historia nie jest długa, ale myślę, że dosyć intensywna. Poznałyśmy się w tym roku na SeeBloggers i z całego wydarzenia właśnie za tę znajomość jestem najbardziej wdzięczna. Z Olą studiowałam i niestety nasze drogi po studiach się rozeszły, jednak teraz schodzą się na nowo :) Miałam obawy przed dziewczynami - ja malutka przy tych dużych blogerkach. Jak się jednak okazało są to naprawdę fantastyczne osoby a teraz łączy nas już nie tylko blogowanie, ale i prywatne spotkania, częste pogaduchy. To, co bardzo w nas cenię, to że znajdujemy wspólny mianownik mimo różnych zainteresowań. Dziewczyny są też moją inspiracją i dzięki nim chętnie sięgam po nowe gatunki literacki i książki, po które pewnie w innej sytuacji bym nie sięgnęła. Zatem teraz zrób sobie Drogi Czytelniku herbaty, usiądź wygodnie i dołącz do rozmowy z nami :)

Rude recenzuje: Na święta czytacie książki w typowo cukierkowym, świątecznym klimacie?

Bardziej lubię książki niż ludzi: Ja nie. W ogóle nie uważam, że święta zobowiązują nas do czytania książek w konkretnym klimacie. A jeśli już, to ja mam w drugą stronę - tyle jest świąt wokół, światełek, słodkości, radości i miłości, że muszę to sobie zrównoważyć raczej dziwną i mroczną lekturą ;-)

Blair Czyta: Ja mam różnie. 2 lata temu czytałam opowieści świąteczne - właśnie takie cukierkowe i chyba w tamtym momencie dokładnie tego potrzebowałam. Ale w zeszłym roku, gdy sięgnęłam po tego typu literaturę, to mocno mnie rozczarowała. W tym roku chyba po raz pierwszy nie przygotowałam sobie na ten czas niczego klimatycznego i trzymam się po prostu tego, co na mnie czeka na półce. Ale lubię czasem oddać się świątecznemu klimatowi. Poza tym myślę, że w każdym gatunku znajdzie się coś, co wpisuje się w atmosferę świąt lub zimy. Macie jakieś pomysły? Na pewno chodzi mi po głowie Lackberg “Zamieć śnieżna i woń migdałów”.

Rude recenzuje: Ja ostatnio przeczytałam jedną świąteczną książkę z pieskami w roli głównej i mam po niej niesamowite wyrzuty sumienia - bo z jednej strony była bardzo, ale to bardzo zła, a z drugiej wydawnictwo wspiera tą książką samotne psiaki z jednego z polskich schronisk. Tak się kończą świąteczne klimaty w moim wykonaniu. Wolę czytać o mordercach. A z zimowych kryminałów przychodzi mi teraz do głowy tylko “Dziewczyna w lodzie” Roberta Bryndzy.


Bardziej lubię książki niż ludzi: O, o! To ja dorzucę coś od siebie zimowego! Jak zimowy klimat, ale niekoniecznie świąteczny to najlepsze będą książki polarne i górskie! Z tego roku piękna jest “Ekspedycja” Bei Uusmy, “Dzienniki lodu” Jean McNeil, “Himalaistki” Mariusza Sepioło i dwie rewelacyjne biografie - Wandy Rutkiewicz i Piotra Pustelnika. Gwarantuję klimat lodowatego zimna! :)

Parapet Literacki: Tak sobie rozmyślam i chyba nigdy nie czytałam tzw. świątecznej książki, której akcja rozgrywa się w Święta. W tym roku natomiast mam zamiar to zmienić.. no w pewnym sensie. Od początku grudnia z ciekawością czytam wieczorami książkę autorstwa Tahara Ben Jellouna, “Śpiąca Królewna z Tysiąca i jednej nocy i inne baśnie dla dorosłych.” Bardzo podoba mi się ta koncepcja pisania opowiadań z morałem na kanwie klasycznych baśni. Jelloun akurat oparł się na baśniach Perraulta (to ten Francuz od Kota w butach, Kopciuszka albo Czerwonego Kapturka), osadził je w świecie arabskim i do tego dodał czarny humor, przemoc i seks. Czyta się to świetnie :). Nie jest on jedynym, który zabrał się za przerabiania klasycznych baśni. Poza tym mam w domu baśnie norweskie, a pocztą jadą do mnie baśnie szwedzkie. Mam zamiast sobie tak przeplatać je i podczytywać przez zimę.
Co wy na to? Tak sobie pomyślałam, że zima to wymarzony czas na odrobinę magii.
Książki zimowe, o których pisze Diana okrutnie mnie ciekawią, ale póki co na razie gromadzę tytuły, nic nie przeczytałam. Kryminałów nie czytam, ani zimowych, ani letnich, no ale to wiecie :D.

Blair Czyta: Klimatów arabskich nie czuję, ale po baśnie norweskie i szwedzkie sięgnęłabym bardzo chętnie! Właśnie spojrzałam po półkach i odkryłam, że właściwie czeka na mnie jedna książka, która chyba idealnie wpasowałaby się w najbliższe miesiące - i to polskiego autora! Patryk Fijałkowski “Śnieg widmo” - no i chyba jednak wcisnę w kolejkę, bo zapowiada się obiecująco… Paula, Królowo Kryminałów, czytałaś? :D

Rude recenzuje: Mam “Dzienniki lodu”, ale nadal nie ruszone. Ostatnio wróciłam do mafijnych książek, więc dalej wałkuję historie Masy i jego kolegów i chyba to na ten świąteczny okres najbardziej mi pasuje, chociaż baśnie brzmią zachęcająco, ale nic na stanie nie mam :) 
“Śniegu widmo” nie czytałam (w ogóle pierwsze słyszę) :D Ale tak mi się przypomniało, że mam jeszcze “Mróz” Marcina Ciszewskiego - kolejny kryminał zasilający stosy hańby...


Bardziej lubię książki niż ludzi: Ola, baśnie to świetny pomysł. A czytałaś “Dzikiego łabędzia” Cunninghama? Też baśnie, może mało świąteczne, ale w formie, którą ja najbardziej lubię - czyli przerobione na współczesność :D A do świątecznych lektur dorzuciłabym jeszcze klasykę! Zawsze obiecuję sobie, że będę jej więcej czytać i nigdy nic z tego nie wychodzi :D W tym roku z pomocą przyszło Wydawnictwo Mg i ich “Dziadek do orzechów” - i może się uda przeczytać coś jeszcze ;-)

Blair Czyta: Słyszałam o “Dzikim łabędziu” i od dawna mam na niego ochotę! A co do klasyki… to czytała któraś z Was “Opowieść wigilijną” Dickensa? Ja chyba kilka lat temu, ale sam oryginał już słabo pamiętam. To chyba najbardziej wigilijna opowieść, jaką sobie przypominam. No i oczywiście doczekała się chyba największej ilości interpretacji. Pierwszą, jaką poznałam, był komiks Kaczora Donalda w dzieciństwie, w którym Sknerus był Ebenzerem :D

Parapet Literacki: Diana, “Dzikiego łabędzia” mam na półce, jeszcze nie czytałam, ale mam zamiar zrobić to zaraz na początku roku. Mam dwa egzemplarze, więc najlepiej byłoby zrobić jakiś konkurs zimowy! :) Ta arabska książeczka z przeróbkami francuskich baśni jest taka dość ciekawa - jakby wymieszana współczesność ze światem księżniczek i królewiczów. “Opowieść wigilijną” oczywiście czytałam, ale faktycznie wieeeele lat temu. 
Ha ha!! Ewelina ja też pamiętam ten komiks z Kaczorem Donaldem! 
No dobra a tak pozaksiążkowo… Macie jakieś swoje specjalne sposoby na wejście w świąteczny nastrój?

Bardziej Lubię Książki: Ola, sprecyzuj, co to znaczy wejście w świąteczny nastrój :D Chyba musiałybyśmy określić, czym dla każdej z nas są święta. Dla mnie to głównie czas spędzony z rodziną - odcinam się wtedy od wszystkiego, o niczym nie myślę, nic mnie nie obchodzi. Ładuję baterie i cieszę się z “tu i teraz”. W oczekiwaniu na moment wyjazdu zawsze towarzyszy mi Sinatra - możemy to uznać za wchodzenie w świąteczny klimat? :D

Parapet Literacki: No więc “świateczny nastrój” to dla mnie w zasadzie to samo co dla Ciebie, Diana :). Czyli de facto czas wyciszenia, spokoju, czas dla rodziny. Problem jedynie pojawia się czasem taki, że ja próbuję być, jak to się ładnie nazywa, “tu i teraz”, a moja rodzina… pilnuje planu dnia. Ja mam do zegarka stosunek raczej luźny jak tylko wyjdę z pracy i zawodowych obowiązków, a w domu rodzinnym wszystko jest na czas i na już… No cóż, staram się zatem łapać chwile i mimo wszystko forsować swój styl odpoczywania.

Blair Czyta: Ja jestem pod tym względem niepoprawną romantyczką. W świąteczny nastrój wprawia mnie chyba klasycznie - choinka i ozdoby świąteczne, zapach cynamonu i pomarańczy, rozgrzewająca zimowa herbata i najlepiej do tego wszystkich śnieg za oknem. A jak przychodzą już Święta, to oczywiście gromadzenie się wszystkich bliskich i nagłe spowolnienie w porównaniu do codzienności, cieszenie się sobą wzajemnie i bycie razem. W tym roku chyba wyjątkowo bardzo czekam na ten czas :)


Rude recenzuje: A ja za to jestem typem nierodzinnym i nieświątecznym. Z roku na rok coraz bardziej drażni mnie to wymuszenie, brak jakiejkolwiek spontaniczności i takiej czystej, wiecie, takiej prawdziwej radości. Mam wrażenie, że wszystko jest tylko na pokaz - kto więcej, lepiej i dostojniej. Ja się od tego odcinam, korzystam z wolnego i chwili, którą mogę spędzić z rodzicami. Jeżdżenie po rodzinie, którą widzę tylko odświętnie, raz na rok, nie jest mi zupełnie do szczęścia potrzebne. 

Bardziej Lubię Książki: Ja też tego nie robię. Spędzam święta z najbliższymi i z tymi, z którymi chcę spędzić. Chyba dawno wyrosłam z robienia czegoś, bo “wypada”.

Parapet Literacki: Jeśli chodzi o jeżdżenie po rodzinie to cóż… moja rodzina jest bardzo mała i nieszczególnie mam po kim “jeździć”. Pierwszego dnia świąt odwiedzam dziadków i to w zasadzie tyle. Jakbym miala odwiedzać kuzynów i ciotki bo wypada, to prawdopodobnie bym udawała co roku grypę żołądkową :P. Jestem słaba w rozmowach pt. Co u Ciebie, z ludźmi, których się widuje raz do roku, więc takie wizyty są dla mnie nieprzyjemnością i odliczaniem czasu.
Wiecie, mi to się czasem marzą takie Święta w domu pełnym ludzi, bo znam je tylko z filmów. W dużej rodzinie, gdzie przy stole jest i wesoło i są kłótnie, coś się dzieje. U nas ostatecznie jest tak spokojnie, że aż trochę smutno. 

Rude recenzuje: To u mnie jest tak samo, ale już się chyba przyzwyczaiłam do tego spokoju. Z jednej strony takie huczne święta mogłyby być fajne, ale obawiam się, że jednak bardziej by mnie zmęczyły niż dały satysfakcję.
A jak jest u Was z prezentami? Książki pod choinką muszą się znaleźć?

Bardziej Lubię Książki: U mnie też jest spokojnie, ale umówmy się - ja i tak bardziej lubię książki ;-) A pod moją choinką zawsze książki -ale nigdy dla mnie :D Ja zawsze daję wszystkim co najmniej po jednej. Ja nie dostaję, ale trochę to rozumiem - to jakby dawać cukiernikowi czekoladki albo księgowemu kalkulator :P W sumie nawet bym nie chciała, przynajmniej nie muszę udawać, że jakaś mi się podoba, a tak naprawdę nie wiem, co z nią zrobić ;-) Ale w tym roku dostałam wyjątkowo dwie - są bardzo specjalne i już nie mogę się doczekać, żeby się nimi pochwalić.


Rude recenzuje: O to, to! U mnie jest dokładnie tak samo :D nawet się cieszę, że rodzice nie próbują kombinować mi jakiś książek!

Parapet Literacki: No po prawdzie to i ja obawiam się, że tak tłumek by mnie bardzo zmęczył, ale może chociaż Wigilia przy dużym stole :)
Co do książek pod choinką - OCZYWIŚCIE! Ja z kolei nie wyobrażam sobie, żebym książek nie dostała. Tylko, że, umówmy się, nikt mi nie kupuje w ciemno. Albo wprost mówię, co mi się marzy, tak jak w tym roku, albo rodzina zagląda na moją półkę na lubimyczytać “chcę w prezencie”. Polecam takie rozwiązanie :D. I ja również kupuję rodzicom książki pod choinkę, ale mam łatwiej, bo wiem zazwyczaj czego nie mają, a co im się spodoba. W tym roku dostałam eseje Virginii Woolf i Wszystko, czego nie pamiętam szwedzkiego pisarza Jonasa Khemiriego.

Blair Czyta: U mnie w domu Wigilia i Święta są kameralne - tylko 6 osób. Za to u mojego Męża Wigilia jest duża - w tym roku przy stole byliśmy w 15 osób. Mając porównanie uważam, że każda ma swój klimat i żadna nie jest gorsza :) Co do książek - w tym roku znalazłam trzy książki pod choinką, dokładnie takie, jakie chciałam. U Męża robimy co roku losowanie i każdy kupuje prezent jednej osobie. Losowanie odbywa się droga internetową w programie, który daje możliwość napisania WishListy, dzięki czemu co roku każdy dostaje dokładnie to, co chce lub jeśli woli ma niespodziankę. Moim zdaniem to świetne rozwiązanie, bo naprawdę nie ma nietrafionych prezentów. 

Podsumowując - każda z nas odnajduję magię Świąt na swój sposób i raczej unikamy stosowania na siłę wszelkich schematów. Wszystkie też cenimy sobie ten czas, który możemy spędzić z najbliższymi, z dala od codziennego pośpiechu.

A jak jest u Was? Macie swoje ulubione tradycje? A może w ogóle nie lubicie Świąt? I jakie lektury wybieracie w tym czasie? Podzielcie się swoimi przemyśleniami w komentarzach! :)


10/08/2017

Kolekcjoner zwłok - o książce, która stała się inspiracją dla seryjnych morderców

Kolekcjoner zwłok - o książce, która stała się inspiracją dla seryjnych morderców
Mrok ludzkiej duszy to jeden z tematów, po który twórcy najchętniej sięgają. Inspiruje zarówno artystów, pisarzy, jak i ich odbiorców. To tłumaczy nieustającą popularność thrillerów, kryminałów czy poruszających reportaży. Zło jest magnetyczne - odpycha i przyciąga jednocześnie, fascynuje, przeraża i intryguje. W literaturze możemy zetknąć się z wieloma dziełami, które oparte są o prawdziwe zbrodnie lub przybliżają postać oprawcy. Czy jednak może działać to również w drugą stronę? Czy książka może stać się inspiracją dla zabójcy? Teoretycznie wiemy, że tak, ale czy rzeczywiście udokumentowano takie przypadki? Okazuje się, że z tym już jest trudniej.



Zadałam sobie to pytanie kilka lat temu, na ostatnim roku moich pierwszych studiów. Chciałam napisać o zbrodniach, którym w tle jako pierwowzór towarzyszyła książka. Byłam zaskoczona, jak ciężko jest znaleźć choćby jeden przykład, który został udokumentowany. Po żmudnych poszukiwaniach odkryłam jednak przypadek dzieła literackiego, które przewinęło się w aktach nie jednego, ale aż trzech, zupełnie od siebie niezależnych amerykańskich seryjnych morderców.

9/17/2017

#52 Kim Holden "Gus"

#52 Kim Holden "Gus"
Autor: Kim Holden
Tytuł: Gus
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 500
Moja ocena: 7/10

"Gus" to druga część "Promyczka" (recenzja tutaj). Gus był najlepszym przyjacielem Kate, którą nazywał swoim Promyczkiem. Teraz jego życie się rozpadło. Ze szczęśliwego młodego chłopaka stał się wrakiem dążącym do samozniszczenia. Wszystko straciło dla niego sens, a jego serce rozpadło się na kawałki. Nie umie go posklejać i nawet nie próbuje. Chłopak nie potrafi się odnaleźć w nowej, tak obcej dla niego rzeczywistości, po tym, jak jego słońce zgasło.


Myślałam, że to część życia gwiazdy rocka, ale teraz mam wrażenie, że jest to sposób, aby przetrwać. Jakby potrzebował pomocy, by zmierzyć się z rzeczywistością. Początkowo go nie lubiłam. Teraz trochę mi go żal.



I mimo że Gus odwrócił się od świata, to świat tak łatwo z niego nie rezygnuje. Stawia na jego drodze kolejne wyzwania i prowokuje, by na nowo zaczął żyć. To historia o odzyskiwaniu nadziei i leczeniu ran, o rozpaczy, zatraceniu i poszukiwaniu siły. 

9/03/2017

#51 Leigh Bardugo "Królestwo Kanciarzy"

#51 Leigh Bardugo "Królestwo Kanciarzy"
Autor: Leigh Bardugo
Tytuł: Królestwo Kanciarzy
Wydawnictwo: Mag
Liczba stron: 608
Moja ocena: 9/10

"Królestwo Kanciarzy" to kontynuacja "Szóstki Wron". Kaz Bekker ma cel - odzyskać Inej i pieniądze, które miał dostać po wydawałoby się niewykonalnym skoku na Lodowy Dwór. Tę misję kontynuuje również jego ekipa. Bohaterów czekają kolejne próby lojalności, podczas gdy na ulicach miasta trwa wojna. Każdy z bohaterów ma wiele do stracenia. Każdy z nich musi podjąć własne decyzje, które czasami mogą być bardzo kosztowne...



8/31/2017

Moje miejsce w blogosferze

Moje miejsce w blogosferze
Dzisiaj świat obchodzi Międzynarodowy Dzień Blogera. Przy tej okazji zaczęłam się zastanawiać, co dało mi to ponad półtoraroczne blogowanie. Niektórzy pytają, czy na tym zarabiam, inni o to, jakie korzyści mam z pisania lub po co mi w ogóle blog. To dobre pytanie. A odpowiedź jest prosta - przede wszystkim mam z tego przyjemność.

Mój blog narodził się z miłości do książek i mojego kota. Okazało się, że to znakomite połączenie - najlepsza towarzyszka czytania, która razem ze mną przenosi się w świat literatury. Wystarczy, że otworzę książkę, a ona od razu jest obok mnie.

Nowe światy

Blogowanie odkryło przede mną nowe światy literackie. Wiele cudownych książek, po które sięgnęłam, poznałam właśnie dzięki innym blogerom, którzy pokazali je u siebie. Dziś mam już swoje zaufane profile, które obserwuję i do których zaglądam, jak mam ochotę na coś nowego z konkretnego gatunku literackiego.



Również dzięki innym blogerom otworzyłam się na różne gatunki. W tym roku króluje u mnie fantastyka, po którą nie sięgałam od lat - a teraz zakochałam się na nowo! Pewnie gdyby nie blog, nie śledziłabym tak bardzo, co dzieje się w świecie książek i nie chciałabym sama weryfikować o nich opinii. Uwielbiam ten moment zanurzenia w krajach tak odległych i tak nierealnych. Te barwne ucieczki od codzienności, obfite w przygody. I te pełne emocji spotkania z bohaterami.

Fotografia

Od zawsze uwielbiałam robić zdjęcia, ale od kiedy zaczęłam rozwijać się w tym temacie, fotografia stała się jedną z moich największych pasji. Blog jest również pewnego rodzaju mobilizacją, by fotografować częściej, nawet w domu. By tworzyć i komponować piękne dla oka obrazy, co jest podwójnym wyzwaniem w przypadku energicznej i kapryśnej modelki, jaką jest Blair.

Szukam inspiracji, próbuję nowych pomysłów, kombinuję. Bawię się obrazami, ale jednocześnie chcę tchnąć w nie to, co gra mi w sercu. W ten sposób dzielę się z Wami kawałkiem siebie, odsłaniam część swojej duszy i pokazuję chwile proste, ale dla mnie piękne. Blog jest miejscem, w którym mogę podzielić się tym obrazem z innymi osobami.

Ciemna strona

Mimo że plusy blogowania zdecydowanie przeważają, to i w tej sferze nie brakuje minusów. Dla mnie dwa największe, to presja czasu (a co za tym idzie ilości przeczytanych książek i ich recenzji na blogu) oraz presja współprac.



To niesamowite, że ludzie potrafią czytać w takim tempie i taką ilość książek. Naprawdę niektórym zazdroszczę organizacji, możliwości lub umiejętności. Ja niestety jestem tak nieregularna w czytaniu, jak i w pisaniu - w tym drugim idzie mi nawet jeszcze gorzej. Są dni, kiedy brakuje mi do tego serca, czas, którym mogłabym przeznaczyć na pisanie wykorzystuję zupełnie inaczej albo zwyczajnie nie mam weny. Niestety często wiąże się to z poczuciem winy, ale coraz częściej odpuszczam w głowie i staram się nie poddać tej presji. W przeciwnym wypadku w końcu porzuciłabym bloga a bardzo bym tego nie chciała.

Czasami tez zazdroszczę innym ogromu współprac, przedpremierowych książek, które sama dostaję od czasu do czasu. Jest to w dużym stopniu również moja wina, ponieważ nigdy nie wyszłam z żadną propozycją współpracy do wydawnictwa. Od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem, ale z drugiej strony obawiam się, że będę wówczas zmuszona do czytania książek, które niekoniecznie mnie interesują, a kolejka 'must read' na mojej półce stale się wydłuża. Przyjmuję jednak co jakiś czas pojedyncze propozycje współprac i jestem otwarta propozycje.

Ludzie, ludzie i jeszcze raz ludzie

A na koniec jeden z najważniejszych i o ogromnych plusów - ludzie. Przez blogosferę poznałam ludzi, którzy pasjonują się tym, co ja - książkami i fotografią. Większość to przesympatyczne osoby, z którymi mimo braku realnego kontaktu utrzymuję kontakt wirtualny i wierzę, że kiedyś będziemy mieli szansę poznać się w rzeczywistości.



Ale jest też kilka osób, z którymi już spotkałam się poza internetem i utrzymujemy stały kontakt. To naprawdę bardzo cenne znajomości, interesujące i przede wszystkim niezwykle miłe osoby. Takie chwile i takie znajomości utwierdzają mnie w przekonaniu, że założenie bloga było świetnym pomysłem i przede wszystkim moja małą przestrzenią w wielkim internecie, dzięki której mogę dalej się rozwijać, dzielić cząstką siebie i poznawać ludzi z pasją - takich jak Wy.


8/09/2017

#50 Kim Holden "Promyczek"

#50 Kim Holden "Promyczek"
Autor: Kim Holden
Tytuł: Promyczek
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 592
Moja ocena: 6/10

Promyczek - zwiastuje światło, jasność, kojarzy się z ciepłym porankiem i delikatnym muśnięciem słońca. Taka jest Kate Sedgwick, dlatego też jej najlepszy przyjaciel Gus właśnie tak ją nazywa. Jego Promyczkiem. Jej niezwykłej radości życia nie zaburza nawet tragedia, z jaką przyszło jej się zmierzyć. Pomimo wielu problemów, strachu i żalu, Kate nadal czerpie radość z najdrobniejszych rzeczy a najbardziej z muzyki, którą kocha i w której rozwija swój talent. Jest tylko jedna rzecz, w którą dziewczyna nie wierzy - miłość. 


Myślę, że każdy ma inne wyobrażenie księcia z bajki. Moja definicja opiera się bardziej na osobowości i charakterze - nazwijcie mnie szaloną.
Copyright © 2016 Blair Czyta , Blogger